WWE Smackdown 10/09/2019 – streszczenie i opinia

WWE Smackdown 10/09/2019 - strzeszczenie i opinia

Kolejne show WWE w Madison Square Garden musiało równać się pojawieniu się kolejnej legendy. Wczoraj mieliśmy Stone Cold Steve’a Austina, dzisiaj przyszła pora na Undertakera. Poza tym dowiedzieliśmy się kto zawalczy w finale King of The Ring, a także posunięty do przodu został storyline Romana Reignsa i Ericka Rowana (który otrzymał niedawno swoje nazwisko z powrotem z nieznanej przyczyny). Zainteresowanie niektórych mogła również wzbudzić walka Bayley z Ember Moon. Poza tym uraczono fanów kilkoma segmentami z backstage i mniej istotnymi walkami.

Undertaker upokarza Samiego Zayna

Tradycyjnie powracająca, reumatyczna już legenda musiała upokorzyć jakiegoś popularnego, utalentowanego, młodszego członka aktywnego rosteru. Tak się stało i tym razem. Całe show rozpoczęło się od proma Undertakera, który przypomniał historię Madison Square Garden i stwierdził, że czas na erę nowych gwiazd. Następnie przeszkodził mu Sami i po krótkiej wymianie zdań wszystko skończyło się chokeslamem. Jeśli prowadziło to będzie do jakiegoś storyline, to pół biedy, ale można podejrzewać, że nic z tego nie będzie. Zresztą nawet gdyby, to Undertaker ewidentnie nie jest już w stanie walczyć na jakkolwiek akceptowalnym poziomie.

Bayley pokonuje Ember Moon

Tego wszyscy mogli się spodziewać, a sama w sobie walka nie była zła, ale jak to bywa na tygodniówkach nie było w niej nic niezwykłego. Tak naprawdę stanowiła ona tylko tło do większego storyline. W komentowaniu tej walki pomagała Charlotte, a po jej zakończeniu zmierzyła się w ringu wzrokiem z Bayley. Należy pamiętać, że na wczorajszym Raw to właśnie Charlotte pokonała Bayley podczas walki tag team Four Horsewomen.

Niesankcjonowana bójka Kofiego z Randym Ortonem

Tak, ten storyline wciąż się toczy. Randy obraził Kofiego, nazwał go głupim milionowy raz i tak rozpoczęła się bójka. W ruch poszły stoły i krzesła. Nie był to zły segment, ale wielu może już mieć dość tej rywalizacji.

Roman Reigns triumfuje nad Erickiem Rowanem

Miała miejsce także bójka dwóch wymienionych wyżej fanów, z której zwycięsko wyszedł oczywiście Roman. Co ciekawe, na końcu fani zaczęli wykrzykiwać jego imię. Czyżby wreszcie WWE udało się zrobić to, co próbowali wymusić of 4 lat i sprawić, że fani polubili Reignsa?

Chad Gable awansuje do finału King of the Ring, pokonując… Shane’a McMahona

Planowana walka Chada z Eliasem nie mogła się odbyć, bowiem ten drugi skręcił kostkę (rzekomo naprawdę). Co więc zrobiło WWE? Czyżby dało szansę Aliemu, Samoa Joe’owi czy komukolwiek na nią zasługującemu? Nie, Shane McMahon po raz kolejny sam siebie umieścił w jakimś turnieju. Wszyscy chyba pamiętają, jak dodał siebie do finałów World Cupu, tytułując się później Best in the World. Z jednej strony jest to typowe zachowanie heela, z drugiej – wielu już naprawdę chce, żeby przestał zabierać blask reflektorów młodszym gwiazdom i zszedł ze sceny. Na szczęście ostatecznie wygrał Gable i w finale zobaczymy jego pojedynek z Baronem Corbinem.

Ciężko jednoznacznie ocenić to Smackdown. Z jednej strony miało swoje momenty, z drugiej – nic nie zwaliło z krzesła. Z pewnością jednak bardziej obfitowało w segmenty związane z konkretnymi storyline’ami niż wczorajsze Raw.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*