13 sierpnia, 2022

Stadium Stampede, czyli wrestling w erze dystansowania społecznego

stadium stampede aew

Koronawirus uderzył szczególnie mocno w branże, które polegają na obecności dużej ilości osób w jednym miejscu. Jedną z nich jest oczywiście wrestling. Wiele małych federacji po prostu nie może organizować żadnych wydarzeń, a większe – nagrywają je przy zerowej czy niewielkiej publiczności.

Większość dużych graczy, jak Impact, Ring of Honor czy NJPW wciąż płacą swoim zawodnikom, mimo, że pracy jest niewiele lub nie ma jej wcale. Co robi WWE? Oczywiście, jak to WWE, zwalnia masę wrestlerów, mimo że nawet przy pandemii koronawirusa zarobi w tym roku rekordowo dużo.

Tak czy inaczej, chociaż wrestling w erze dystansowania społecznego ma wiele wad (brak publiczności jest odczuwalny bardzo boleśnie), to ma pewien niesamowity efekt uboczny. Chodzi o nic innego, jak tak zwane cinematic matches, czyli walki filmowe, między innymi Stadium Stampede. O co z nimi chodzi, jakie były do tej pory i czy warto je oglądać? Już tłumaczymy.

Na czym polegają walki filmowe?

Tak zwane walki filmowe nie są całkowitą nowością. Mieliśmy z nimi do czynienia wielokrotnie w historii (wystarczy sobie przypomnieć, jak Randy Orton walczył z Bray’em Wyattem częściowo w jego obozowisku), aczkolwiek w “erze przed koronawirusem” odczucia fanów wobec nich były mocno mieszane. Chodzi tu przede wszystkim o tych fanów, którzy zapłacili za bilety, żeby oglądać wrestling na żywo, po czym musieli oglądać taką walkę filmową jak ludzie przed telewizorami – na ekranie.

Na czym właściwie polegają walki filmowe? Są to walki nie dziejące się na żywo, a nakręcone jak swego rodzaju krótki film akcji. Pozwala to na dodanie do nich efektów specjalnych, robienie przerw (dzięki czemu starsi wrestlerzy nie wyglądają po 5 minutach, jakby mieli zaraz zejść na zawał) i wykorzystanie nowej, niecodziennej scenerii.

Tego typu walki charakteryzują się zazwyczaj pewnym stopniem szaleństwa. Wykorzystywane są niekonwencjonalne bronie i obiekty, często (chociaż oczywiście nie zawsze) takie walki mają charakter przynajmniej częściowo humorystyczny.

Jak łatwo się domyślić, od kiedy z aren zniknęli fani, zaczęło pojawiać się więcej walk filmowych – w różnych federacjach. Jedne z nich są lepsze, inne gorsze, ale z pewnością zawsze jest to coś ciekawszego niż zwykła walka w ringu w pustym pomieszczeniu przy akompaniamencie świerszczy.

Stadium Stampede, czyli WTF?

W pierwszej kolejności warto wskazać, że ojciec Tony’ego Khana, prezesa AEW, jest miliarderem i właścicielem również kilku zespołów sportowych, między innymi zespołu futbolu amerykańskiego Jacksonville Jaguars, a także brytyjskiego zespołu piłkarskiego Fulham. Okazało się to istotne, ponieważ aktualnie ciężko jest urządzać gdziekolwiek wydarzenia wrestlingowe – wszystkie areny są w końcu zamknięte.

AEW nie ma swojego Performance Centre jak WWE, więc musiało improwizować i wykorzystać inne dostępne zasoby. Jednym z nich jest wielki stadion zespołu Jacksonville Jaguars, na terenie którego odbyła się walka wieczoru Pay-Per-View AEW: Double or Nothing, który miał miejsce 24 maja 2020. Walka ta nosiła tytuł Stadium Stampede i jest jedną z najbardziej innowacyjnych, a przy tym najlepszych, walk filmowych w historii.

Co w programie? Cheerleaderki, jeden zawodnik wjeżdżający do walki na koniu (i próbujący rozjechać drugiego), utopienie Matta Hardy’ego i jego przemiana z powrotem w swoją starą wersję “Broken”, próba wykonania stumetrowego suplexu, kara od sędziego za nadmierne cieszenie się, wideoweryfikacja przypięcia i wiele, wiele innych.

Ta trwająca dobre 45 minut walka, jeśli w ogóle można Stadium Stampede tak nazwać, była niezwykle chaotyczna i tylko około 2 minuty z niej rozegrały się rzeczywiście w ringu. Czy wobec tego można w ogóle nazwać ją walką wrestlingową? Cóż, można na ten temat polemizować, natomiast nie da się ukryć, że był to kawał dobrej rozrywki, który powinien obejrzeć każdy fan wrestlingu (i nie tylko).

Boneyard Match – najlepsza walka Undertakera od lat

WWE do ostatniej chwili wierzyło, że uda im się zorganizować Wrestlemanię 36 “z pompą”. Wyszło jak wyszło i musiała ona zostać nakręcona w dużej mierze w Performance Centre, bez udziału żadnej publiczności. Co ciekawe, samo PPV było zaskakująco dobre (między innymi dlatego, że podzielono je na dwie części i znacznie skrócono w porównaniu do długości Wrestlemanii z kilku ostatnich lat). Na karcie znalazły się aż dwie walki filmowe – Boneyard Match, w którym starli się ze sobą AJ Styles i The Undertaker, a także Firefly Funhouse Match pomiędzy Bray’em Wyattem i Johnem Ceną.

Do tej drugiej walki przejdziemy za chwilę, natomiast jeśli chodzi o Boneyard Match, dość powiedzieć, że to najlepsza walka Undertakera od lat. Przede wszystkim dlatego, że z uwagi na jej naturę mógł robić częste przerwy i nie wyglądał, jakby zaraz miał się obalić. Co to właściwie jest Boneyard Match, zapytacie? Nie wiedział tego nawet sam Vince McMahon, kiedy wpadł na ten pomysł – spodobała mu się taka nazwa, a resztę mieli jakoś wymyślić inni.

Ostatecznie stanęło na tym, że walka rozegrała się na cmentarzu, a celem było zakopanie oponenta żywcem. To jedna z mniej komediowych walk filmowych, aczkolwiek nie zabrakło w niej również bardziej humorystycznych elementów. W pewnym momencie włączyli się do niej The OC, czyli przyjaciele AJ Stylesa. W ciekawy sposób wykorzystano elementy otoczenia, było nieco krwawo i przede wszystkim ekscytująco. Czego chcieć więcej?

Firefly Fun House – najdziwniejsza walka w historii wrestlingu

Jeśli Stadium Stampede ciężko nazwać walką, co to można powiedzieć o Firefly Fun House Matchu? “The Fiend” Bray Wyatt zabrał w niej Johna Cenę na “pokręconą przygodę”, jak to określiło WWE. Ciężko właściwie opisać, co tam się stało – trzeba zobaczyć to samemu.

Mówiąc pokrótce i bez spoilerów, Bray Wyatt przeprowadził Johna Cenę przez wszystkie etapy jego kariery – od bycia Doktorem Thuganomii, przez nWo, po czasy obecne. Nie była to w zasadzie walka, a jedna wielka dziwna halucynacja, pełna easter eggów, których dokładną analizą zajęło się już wielu fanów.

Jest to niewątpliwie jedna z najdziwniejszych walk w historii wrestlingu, a z drugiej strony spotkała się z dużą sympatią ze strony zarówno fanów, jak i wielu legend wrestlingu. Nie mogłaby też odbyć się w lepszym momencie, biorąc pod uwagę, że niegdyś bardzo popularna postać “The Fienda” przygasła po kiepskich rywalizacjach z Sethem Rollinsem i Goldbergiem.

Money in the Bank 2020 – walka filmowa, ale jednak też trochę tradycyjna

Money in the Bank, popularne coroczne PPV, miało tym razem miejsce w siedzibie głównej WWE. Wrestlerzy i wrestlerki jednocześnie próbowali dotrzeć na samą górę, aby zdjąć walizkę zawierającą kontrakt na walkę o tytuł (a, jak się później okazało, w jednym przypadku sam tytuł mistrzowski).

Walka odbyła się bez komentatorów i miała pewne elementy typowo filmowe (np. walkę na jedzenie). Ostatecznie jednak zakończyła się w ringu, dość tradycyjnie, mało ciekawe i bez efektu “wow”. Nie da się ukryć, że była to walka bardziej humorystyczna niż zwykle w przypadku walk MITB, z wiadomych względów (szczególnie rozbawił wielu fanów segment z AJ Stylesem i Danielem Bryanem wpadającymi do gabinetu Vince’a McMahona). Dość powiedzieć, że dwóch wrestlerów zrzucono z dachu.

W naszym odczuciu jest to najgorsza z walk firmowych w erze dystansowania społecznego, ale zyskała ona też rzeszę fanów – każdy w końcu może mieć inną opinię. Niestety, zakończenie, zarówno w przypadku kobiet, jak i mężczyzn, było dość rozczarowujące i mało emocjonalne. Nie postawiono ani na całkowite szaleństwo, jak w przykładowo Stadium Stampede, ani coś uderzającego w uczucia.

A wam która walka filmowa w tych ciekawych czasach podobała się najbardziej? Stadium Stampede, a może Boneyard Match? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Dodaj komentarz